"500 km dla czterech łap" - z Katarzyną Łagożny rozmawia Wojciech Pajestka

02.09.2020 Kategoria: Studenci

Z Katarzyną Łagożny studentką pielęgniarstwa Uczelni Państwowej im. Jana Grodka w Sanoku, która w ciągu 15 dni przeszła Głównym Szlakiem Beskidzkim (GSB) z Ustronia do Wołosatego 500 km, rozmawia rzecznik prasowy Uczelni Wojciech Pajestka.

- Kasiu. Przede wszystkim wielkie gratulacje. Czy emocje już opadły? Odpoczęłaś?

KŁ: Tak, zdecydowanie odpoczęłam i wróciłam do rzeczywistości, mojej codzienności. Minął niecały tydzień od mojego powrotu z GSB, a emocje związane z wyprawą wciąż mi towarzyszą. Głównie odczuwam wewnętrzną satysfakcję oraz spełnienie z realizacji wyzwania, które sama sobie zafundowałam. Ale również ogromną radość z tego, że tak prężnie zdołaliśmy się zaangażować jako społeczność i wspólnie stworzyć tak potężne dobro.

118472457_3555891401120814_6037812336944455095_o.jpg

- Powiedz jak zrodził się ten niecodzienny pomysł, dlaczego akurat taki cel i dlaczego Główny Szlak Beskidzki?

KŁ: Od zawsze lubiłam naturę, wędrówki po górach - czuję, że w jakiś sposób się z nimi utożsamiam. Pozwalają poczuć mi wolność, dają nieograniczoną przestrzeń w podejmowaniu decyzji, naładowania baterii na nowo. Pomysł zrodził się z mojej ogromnej miłości do psów. Uważam, że są to bardzo szczere i oddane zwierzęta. A moją inspiracją do stworzenia takiej akcji charytatywnej był mój czworonóg Czester. Wiele osób popchnęło mnie do przodu w tym temacie, dlatego też postanowiłam połączyć górską wyprawę z akcją charytatywną na rzecz bezdomnych psiaków, aby móc chociaż w minimalnym stopniu im pomóc oraz przy okazji zachęcić do adopcji bezdomnych czworonogów z sanockiego przytuliska. Każdy z nich zasługuje na taki sam - bezpieczny dom i bezgraniczną miłość. A GSB z tego względu, gdyż zaczynając wyjeżdżać w inne pasma Beskidów, nie tylko w Bieszczady to od początku utożsamiałam się z tymi miejscami. Stąd myśl o przejściu takiego odcinka i obcowania z naturą trochę dłużej niż tylko podczas weekendu.

- Rozumiem, że zakładaną kwotę udało się dla sanockiego przytuliska uzyskać?  

KŁ: Akcja przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Aktualnie zebraliśmy już ponad dwa tysiące złotych, a więc drugie tyle założonej kwoty. I z tego miejsca chciałabym z całego serca podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się w zbiórkę i przyczynili się do tak ogromnego sukcesu jakim jest zapewnienie potrzebnych środków dla tych psiaków. Akcja potrwa jeszcze kilka dni, tak więc jeśli ktoś ma ochotę wesprzeć bezdomne psiaki złotówką o wartości miliona to może zrobić to na portalu zrzutka.pl pod nazwą "500 kilometrów dla 4 łap". Okażmy serce czworonogom, nie bądźmy obojętni na ich los.

- Dla osób, które uprawiają sport, szczególnie związany z górami - bieganie, czy też piesze wędrówki przejście takiego odcinka wymaga doskonałego przygotowania fizycznego, a także psychicznego. Mówi się np., że ultramaraton biega się głową. Czy przygotowywałaś się jakoś specjalnie do takiego wysiłku?

KŁ:  Tak, oczywiście. Przy założeniu dziennego kilometrażu, który wynosił 30-40 kilometrów - niezależnie od pogody oraz zrealizowaniu celu w 16 dni - nie mogłabym sobie pozwolić na kiepskie przygotowanie fizyczne oraz mentalne. Brałam również pod uwagę możliwość wcześniejszego czy też późniejszego dotarcia do mety. Także bez prawidłowego przygotowania nie poradziłabym sobie z wysiłkiem podczas wędrówki. Zadanie ułatwił mi aktywny styl życia na co dzień. Uprawiałam crossfit, pojawiałam się także na siłowni, ale przede wszystkim często wyjeżdżałam w Beskidy oraz przemierzałam wiele tras o sporym dystansie. Generalnie podejmowanie aktywności w formie wędrówek górskich pomaga zbudować mocną formę, wytrzymałość fizyczną, ale i psychiczną. W ubiegłym roku zdobyłam Koronę Polskich Półmaratonów - do której również solidnie się przygotowywałam. Myślę, że był to dobry start do pokonania 500 kilometrów. Spora ilość treningów, pracowanie nad psychiką i samozaparcie okazały się kluczem do podjęcia decyzji o przejściu GSB.

- Jak logistycznie wyglądała ta wyprawa? Musiałaś przecież gdzieś spać i coś jeść. Takiego odcinka nie da się także przejść w jednych butach i jednej parze ubrania. Czy ktoś organizacyjnie pomagał Ci na trasie?

KŁ:  To prawda - wyprawa wymagała dobrego przygotowania logistycznego. Noclegi planowałam z 2-3 dniowym wyprzedzeniem na kolejne dni. Nie mogłam zaplanować od razu 15 dni, gdyż nie mogłam przewidzieć tego, co wydarzy się na trasie, tego jaka będzie moja dyspozycyjność danego dnia. Jedzenie zazwyczaj kupowałam z dwudniowym zapasem. Jeśli chodzi o ciepłe posiłki to stołowałam się w schroniskach lub w karczmach na nizinach. Na trasie nikt nie pomagał mi organizacyjnie. Bardzo miłym zaskoczeniem były odwiedziny mojej mamy z Czesterem w Komańczy z przepysznymi naleśnikami. Również pozytywny akcent zaskoczył mnie ze strony mojego brata Łukasza, który zrobił mi niespodziankę i zaskoczył swoją obecnością na Połoninie Caryńskiej. Na uwagę także zasługuje miłe ugoszczenie mojej osoby na noclegu u mojej przyjaciółki Patrycji w Cisnej. Z takimi ludźmi można góry przenosić :) Przeszłam 500 km w jednych butach! Ubrania również mocno ograniczyłam, przez 15 dni miałam ze sobą dwie koszulki - pranie robiłam codziennie ręcznie!

- 15 dni, 500 km. Nie wyobrażam sobie, żeby na trasie nie spotkały Cię jakieś niecodzienne przygody. Masz jakieś szczególne wspomnienie?

 KŁ:  Nie wiem, czy mogę to nazwać niecodzienną przygodą, ale w Bieszczadach złapała mnie ogromna burza - będąc jeszcze w środku lasu. Szlak zamienił się w rwący potok, grzmiało - ogólnie było nieciekawie. Przemokłam razem z moim ekwipunkiem do suchej nitki, ale traktuję to jako właśnie przygodę, a nie przeszkodę w dalszej wędrówce do celu. Przez 500km i 15 dni poznałam mnóstwo wartościowych i ciekawych ludzi. Wydaje mi się, że to było najlepszą przygodą całego GSB. Obcowanie z naturą, spotykanie zwierzyny na szlaku, wschody i zachody słońca w górskim klimacie - to naprawdę niesamowite przeżycie.

118359723_4482873381753443_1493091005299591624_n.jpg

- Czy myślisz już o kolejnym celu i wyprawie?

KŁ:  W mojej głowie tworzy się mnóstwo różnych planów sportowych, ale na ten moment nie będę jeszcze ich zdradzać. Przede mną masa treningów i przygotowań! A jeśli chodzi o akcje charytatywne, to również mam je w głowie i czekają na swoją realizację. Na pewno nie raz będę się angażowała w pomoc potrzebującym, gdyż dobro bliźniego jest dla mnie czymś bardzo cennym.

- Kasiu dziękuję serdecznie za wywiad. W imieniu całej społeczności akademickiej naszej Uczelni serdecznie Ci gratulujemy. Ponieważ jesteśmy jeszcze w trakcie rekrutacji, czy mogłabyś zachęcić osoby, które jeszcze tego nie zrobiły do podjęcia studiów w Uczelni Państwowej im. Jana Grodka w Sanoku?

KŁ:  Wybierając Uczelnię Państwową im. Jana Grodka w Sanoku dostajemy ogrom możliwości do samorozwoju i realizacji celów w różnych dziedzinach. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, iż na Uczelni panuje przyjazna atmosfera, a nauczyciele akademiccy oraz pracownicy oferują pomoc oraz wsparcie.  

Galeria zdjęć

Uczelnia Państwowa
im. Jana Grodka w Sanoku

ul. Mickiewicza 21, 38-500 Sanok

tel.: +48 13 46 55 950 
rektorat@pwsz-sanok.edu.pl 
NIP  687-17-40-766

bip.png